Pamiętane kryzysy
Béla Hamvas strąca śnieg z gałęzi kolejnego krzaka. Ciekawi go właściwie każda roślina w tym ukrytym pod śniegiem ogrodzie. Chwilę wcześniej rozmawialiśmy o kryzysach ludzkiego życia, tych których nie da się uniknąć. Najwcześniejsze z pamiętanych wybuchały, gdy pojawiały się nowe potrzeby rozwojowe, nowe doświadczenia, nowa – czasem burząca poczucie bezpieczeństwa – wiedza, nowe zainteresowania i możliwości. Te rozwojowe kryzysy zmieniały nasze dziecięco naiwne plany, marzenia, konfrontowały nas z brutalnie niewielkimi potencjałami, sprawiały, że lepiej, dokładniej poznawaliśmy tych, od których zależało nasze życie i siebie samych. Może to dzięki przeżywanym kryzysom nabyliśmy zdolności wglądu w swój wewnętrzny świat i w marne często wpływy na tych, którzy nas otaczali. Kryzys uczył bolesnego dystansowania się do swoich lęków, bólu, błędów i poczucia winy. Z wielu pragnień kryzys pozwalał przetrwać tylko nielicznym, nie zawsze najważniejszym, jakby siał ziarna następnych kryzysów. Głębsze samopoznanie możliwe było właśnie dzięki kryzysom, które odzierały nas ze złudzeń, co do naszych prawdziwych motywów i faktycznych zasobów sił. Jeszcze przed chwilą zastanawialiśmy się, czy to właśnie nie kryzysy wzmacniają naszą wewnętrzną siłę i odporność psychiczną. Zawsze też wpisuję je w swoją tożsamość.
– Gdybym miała wybierać; wiadomo wolałabym oszczędzić sobie tych dni niepewności, rozczarowań, złości. Ale być może bez tego, to już nie byłabym ja.
Hamvas słucha mnie, lecz i dodaje ze swojej perspektywy: – Muszę wybierać. To znaczy już wybrałem. Nie los cezarów, nie agon, nie sławę, nie sukces, nie życie publiczne, tylko intymną i ciepłą samotność, ponieważ jest bogatsza. (…) Wybieram ogród i bibliotekę, milczące spacery, modlitwę bez słów, dni spędzone w ciszy. Dlaczego? Ponieważ w ten sposób otrzymuję nieporównanie więcej tego, czego potrzebuję.


