Mrok Heideggera. Część 1
Martin Heidegger przygląda się podchodzącemu myśliwemu.
– Zastanawiałaś się kiedyś czy idea śmierci może zbawić człowieka?
– Idea? Nie; ani idea, ani fakt nie wydają mi się dobre dla człowieka! – odpowiadam mu krzykiem, machając i skacząc. Zaskoczony tłumaczy tylko trochę głośniej:
– Świadomość osobistej śmierci działa jak ostroga, której ukłucie przenosi nas z jednego sposobu istnienia w inny, wyższy. Daj spokój: odleciały… Człowiek może istnieć w świecie w jednym z dwóch stanów: (1) w stanie zapominania o sobie lub (2) w stanie świadomości siebie.
Łowię wściekłe spojrzenie myśliwego, który zawraca i odchodzi
– Człowiek w stanie zapominania o sobie żyje w świecie rzeczy i zanurza się w codziennych rozrywkach życia: jest „zepchnięty na niższy poziom”, zaabsorbowany „gadaniną, zagubiony w „oni”. Poddaje się codzienności, zajmuje się tym, jak rzeczy są.
– Może też zajmuje się innymi? Codzienność nie zawsze jest rozrywką – naburmuszam się.
– Jednak w tym drugim stanie, stanie świadomości siebie, człowiek się zadziwia nie tym, jak rzeczy są, lecz że są; wówczas istnienie oznacza nieustanną świadomość bycia. Stan ten często bywa nazywany „stanem ontologicznym”
– To z języka greckiego? Ontos, czyli istnienie?
– Tak i wtedy człowiek pozostaje świadom bycia – nie tylko świadom jego kruchości, lecz także własnej odpowiedzialności za swoje bycie. Jedynie w tym ontologicznym stanie człowiek jest w kontakcie z samokreacją i dlatego tylko tu może znaleźć siłę, by się zmieniać.
– Och zapewniam cię, że życie w twoim świecie rzeczy i innych też potrafi nauczyć odpowiedzialności i dać kopa do zmian…
– Ale zgodzisz się, że zazwyczaj człowiek żyje w pierwszym z tych stanów. Zapomnienie bycia to nasz codzienny i nieprawdziwy sposób istnienia. Jesteśmy nieświadomi autorstwa własnego życia i świata, w którym „uciekamy”, „upadamy” i jesteśmy znieczuleni. W tym stanie unikamy dokonywania wyborów, dając się „nieść nikomu”.


