Opiekuńczość Freuda
Krążę dookoła kwitnących kolorowych rabat hiacyntów upajając się ich intensywnym, świeżym słodkim zapachem. I czuję na sobie badawcze spojrzenie twórcy psychoanalizy: Sigmunda Freuda.
– Z czym ci się kojarzy ten zapach? Śniłaś kiedyś o hiacyntach?
– Wilgotny, jak zieleń po deszczu… trochę drażniący… Ale jest ponad 100 jego różnych odmian i każda pachnie trochę inaczej! Oj, nie zawsze zmysłowo.
– Co chcesz odreagować? Sądzisz, że kąpiel w aromacie kwiatów o tym kształcie uwolni cię od pewnych stłumionych zgubnych pragnień i myśli? – docieka.
– Och; skoro już badamy skuteczność różnych terapii, to może porozmawiamy o twojej terapii panny Elisabeth von R., młodej kobiety cierpiącej na psychogenne trudności z chodzeniem… pamiętasz: w 1892 – odwracam jego uwagę od siebie, zapamiętując, by więcej przy nim nie pchać się w te hiacynty
– Tak; to były długie rozmowy… pomogły.
– Hi, hi! – prycham śmiechem – rozmowy? Rozmowy pomogły? A pamiętasz pewne inne swoje działania? Wysłałeś Elisabeth na grób jej siostry. Innym razem zaleciłeś, by złożyła wizytę młodemu mężczyźnie, który jej się podobał…
– Sądziłem, że zadbanie o jej stosunki towarzyskie przyniesie jej ulgę…
– Okazywałeś przyjazne zainteresowanie jej sytuacją życiową i dla dobra pacjentki kontaktowałeś się z jej rodziną. Matkę pacjentki poprosiłeś, by stworzyła córce możliwość otwartej rozmowy i pozwalała jej od czasu do czasu zrzucić ciężar z serca. Dowiedziawszy się od matki, że Elisabeth nie będzie mogła wyjść za męża swej zmarłej siostry, oswajałeś ją z tą wiadomością. Nalegałeś, by Elisabeth spokojnie stawiła czoło temu, że przyszłości nie sposób przewidzieć i że przed tym faktem nie ma ucieczki.
– Tak; właśnie rozmowy mają walor terapeutyczny. Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, że nie jest odpowiedzialna za niechciane uczucia, i że siła jej poczucia winy i wyrzutów sumienia z powodu tych uczuć sama już stanowi wystarczający dowód jej wysoce moralnego charakteru.
– Pomogłeś rozwiązać finansowe problemy rodziny! Nawet już po zakończeniu terapii, usłyszawszy, że Elisabeth wybiera się na prywatny bal, postarałeś się o zaproszenie dla siebie…
– Sprawdzałem, jak funkcjonuje… Co podejrzewasz? – pyta wprost
– Rozmowy nie były jedynymi działaniami terapeutycznymi! Pocieszałeś, wspierałeś… Naprawdę myślisz, że same rozmowy by pomogły? Prawdziwą potężną interwencją była twoja troska, uwaga, opieka!
Sigmund Freud zamyśla się, nie dostrzegając, jak daleko już jesteśmy od hiacyntów.
