Filozofia

Lazzaroni

Vico prowadzi mnie przez plątaninę siedemnastowiecznych neapolitańskich uliczek ku wybrzeżu.

– Tu wszędzie jest bardzo żyzna ziemia… Za miastem już od 200 lat rosną całe sady cytryn i kwaśnych pomarańczy. To Arabowie je przywieźli w X w., a teraz zaprowadzono uprawę słodkiej pomarańczy i — niezwykła nowość — kukurydzy. Mamy też ryż; dobry na ciastka.

– A oni? – ciągnę go za rękaw wskazując biedaków leżących wśród ulicznych kotów w każdym dostępnym skrawku słońca i wysysających owoce.

– Lazzaroni! Leniwi, niezdyscyplinowani i szczęśliwi z natury, to ludzie zadowoleni z mieszkania na stałe na świeżym powietrzu i korzystania z dobrodziejstw, jakie bez wysiłku zapewnia im ta żyzna ziemia. Nędzarze miasta nie myślący o swoim życiu, nieudolność uważają za oznakę honoru, a pracę fizyczną za podstępne zagrożenie dla własnej godności. Najczęściej z rezygnacją myślą, że nic nie ma prawa się zmienić, a cenne jest tylko życie prywatne.

Słucham go nieuważnie chłonąc gwar, muzykę i wszechobecny kolor ulic. Sprzedawcy zachwalają największy miejski specjał miasta pod wulkanem: „brokuły neapolitańskie” i kapustę – wołając  „Liście, świeże liście do chleba, do mięsa!”.

– Ale ci liściożercy potrafią zaskoczyć hiszpańskich poborców wybuchem waleczności i pogonić samego księcia de Olivares z jego imperialistycznymi pomysłami Królestwa Hiszpanii. To on opracował plany przeprowadzanych wielkich łapanek, dostarczających mięso armatnie w postaci biednych chłopów z wiosek Królestwa Neapolu. Takich żołnierzy, często skutych łańcuchami, przewożono statkami na fronty Wojny Trzydziestoletniej. A ostatnio wprowadził aż 10 nowych podatków… Już czas na zmiany… — dodaje ponuro — Do kłamstwa sprowadzają się maski fałszywej władzy i fałszywej wolności. Gdy miara jest dopełniona — określone społeczeństwo trzymające się kurczowo wartości historycznych, które straciły żywotność albo zostały zdradzone (czy też przywiązane do pseudowartości pozbawionych podstaw), rozpada się, co nie znaczy, że tym samym rwie się ciągłość prawdy, z której powstaną nowe społeczeństwa i nowy impuls dla historii.

Mijamy zamek Castel dell’Ovo. W Santa Lucia handlarze rybami eksponują swoje homary, ostrygi i małże w specjalnych koszach, wypełnionych girlandami z liści. Bogaty rzeźnik pozłocił nawet chude części mięsa wystawione na sprzedaż.

Profesor Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa z siedzibą w Poznaniu, wykładowca m.in. filozofii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *