Herbata Sen no Rikyu
– Właściwie to lubię herbatę czarną z malinami… – patrzę z powątpiewaniem na wirującą w rytm szybkiego ruchu pędzla zieloną mieszaninę. Cukru też nigdzie nie widzę. Sen no Rikyu powolnymi, lecz precyzyjnymi ruchami celebruje czas naszego spotkania. Wydziela przestrzeń harmonii, czystości, szacunku i spokoju ze swojej epoki, która była pasmem ciągłych wojen, niepewnych sojuszy i nagłych zdrad.
– Wycisz swoje emocje, odpuść galop myśli; niech wreszcie znikną w zgiełku cudzych, dalekich kłótni. Staraj się pełniej uczestniczyć w tej ceremonii parzenia herbaty. Otwórz się na spokój i piękno.
Rozglądam się dyskretnie dookoła. Samuraj bez miecza, kupiec w bogatej szacie, gejsza ze swoją lękliwą shikomi i pałacowy urzędnik dziś wybrany na pierwszego gościa tzw. shokyaku. Rikyu zapraszał kolejno osoby ze wszystkich klas i grup bogactwa chcąc, aby ceremonia parzenia herbaty dotarła do jak najszerszego grona odbiorców. Ci, którzy jak ja, debiutują, obserwują zachowanie pierwszego gościa starannie je powtarzając. Nasz dialog rytuału powoli się formułuje. Od 1582 r. Rikyu jest wysokiego statusu mistrzem herbaty u regenta, a później i władcy jednoczącego Japonię Toyotomi Hideyoshiego.
– Kwiaty tej wiosny lśnią w słońcu na równych prawach –słowa shokyaku, który rozmawia w naszym imieniu z gospodarzem wyraźnie go ucieszyły. Rikyu odpowiada, że ceremonia parzenia herbaty jest miejscem, w którym można delektować się herbatą na równych prawach. Pozostali goście przysłuchują się, tylko gejsza szeptem, by innych nie rozpraszać, tłumaczy uczennicy, dlaczego samuraj zostawił swoją broń przed wejściem.
Wejście do pawilonu herbaty Rikyu celowo zmniejszył, bo każdy, niezależnie od statusu, czy jest samurajem czy kupcem, musi się ukłonić, aby wejść, uznając tym samym, że wszyscy ludzie są równi po wejściu do herbaciarni. Z tego też powodu samuraj zostawia na zewnątrz szablę, zrównując się z innymi nieuzbrojonymi uczestnikami ceremonii.


