Substancja Seneki
Przyglądam się z oddalenia spotkaniu nauczyciela i ucznia. Seneka tłumaczy kolejny fragment swojej rozprawy: O łagodności, rozwijając zwój przed cesarskim wychowankiem. Ten jednak ze źle skrywanym rozdrażnieniem poprawia bogatą szatę. Myśli niecierpliwego młodego władcy stają się coraz bardziej podejrzliwe i dalekie od stoickich nauk jego tak popularnego w Rzymie nauczyciela. Seneka lekceważy narastające emocje nastoletniego cesarza, wierzy w przewagę filozofii racjonalnej eliminującej uczucia, a zwłaszcza gniew, przewagę rządów władcy sprawiedliwego, który umie opiekować się państwem, z wewnętrznym spokojem i poszanowaniem prawa.
Kryjąc się za kolumną bezpiecznie przeczekuję staranną i wykwintną retoryczną mowę Seneki, który właśnie przypomina o powszechnej jedności spraw boskich i ludzkich: wszyscy jesteśmy członkami jednego wielkiego organizmu. Wszyscy ludzie zatem są dla siebie krewnymi, zrodzonymi z tych samych przyczyn i dla takich samych celów: natura wszystkich obdarzyła wzajemną miłością i uczyniła ludzi towarzyskimi oraz ustanowiła, co jest słuszne i sprawiedliwe.
Cesarz zaciska pięści myśląc o wpływach politycznych, bogactwie, szacunku nawet wśród plebsu i gladiatorów, którymi cieszy się jego nauczyciel. Coraz więcej decyzji państwowych nie on, władca, podejmuje…
Widzę, że to nauczanie wkrótce się skończy. A chciałabym tylko zapytać o substancję, bo ten termin wprowadził do filozofii, jak mi się wydaje, właśnie Seneka. Miał oznaczać to, co jest rzeczywiste, materialno-cielesne dla niego: realne. O rzeczach stałych i niezmiennych mówił, że „są”, w odróżnieniu od rzeczy czasowych, zmiennych i pozornych które „egzystują”. Zapytam go, czy frustracja Nerona pożądającego faktycznej władzy jest tym, co faktycznie jest, czy tylko czasowo egzystującym nieistotnym rozproszeniem? Czy jak dla Cycerona tak i dla niego termin substancja może oznaczać też naturę? Jaką substancją jest człowiek?


