Kryzys

Kryzys i możliwości

Brammer pokazuje mi obraz Katarzyny Grastki odkładając swoją pracę z 1984 roku: Kontakty służące pomaganiu. Znalazł wielu czytelników wśród psychologów, doradców, terapeutów, pedagogów i pracowników socjalnych.

– Przy okazji starałem się przekazać, że dobre chęci pomocy powinny motywować do pogłębiania w sobie specyficznych cech: empatii (czyli głębokiego wczuwania się), autentyczności (to jest: zgodności między tym, co myśli, czuje a tym, co mówi) i niezaborczej życzliwości, którą rozumiem jako bezwarunkową akceptację.

– No to ostatnie to już może być trochę za trudne… – marudzę – Gdybym bezwarunkowo akceptowała kogoś, to chyba i to w czym tkwi… A jeśli chcę pomóc, to chcę zmiany, czyli nie akceptuję tego, jak się urządził … Nie akceptuję jego racjonalności, która dla mnie żadną sensowną racjonalnością nie jest. Jest najwyżej jakimś kolejnym mechanizmem obronnym, pogłębiającym tylko kryzys.

– Zakładasz, że człowiek zawsze jest winien tego w jakiej znalazł się sytuacji. Grzeszysz pychą karmiącą uprzedzenie, że ofiara sama sobie jest winna. Nie rozróżniasz też akceptacji sprawcy od nie akceptacji zdarzenia, które współtworzył.

– Czyli bezwarunkowa akceptacja dotyczy człowieka, a nie tego jak rozumie on świat i jak w nim działa – domyślam się, że Brammer mówi o podmiotowości człowieka. Skoro ludzie nie żyją w świecie, w którym życie miałoby jeden udowodniony sens, lecz w świecie, w którym muszą nadać indywidualnie sens swojemu życiu, to bezwarunkowa akceptacja wykluczałaby narzucanie rozumienia sensu. Faktycznie; każde zrównoważone działanie powinno być poprzedzone pytaniem o dobro człowieka.

Przypominam sobie, że ludzie różnie definiują kryzys: 1) jako utratę lub zachwianie równowagi emocjonalnej lub psychicznej, 2) jako zablokowanie lub brak w zasobach jednostki nawykowych dotychczas dostępnych strategii zaradczych i obronnych adekwatnych do sytuacji zagrożenia, 3) jako moment zwrotny, krytyczny, przełomowy, wymuszający konieczność zmiany życiowej, 4) jako zagrożenie „ja”, względnie utratę dotychczasowej tożsamości oraz 5) jako zagrożenie dotychczasowego sensu życia i systemu wartości.

Może mogłabym dodać kryzys najbliższego środowiska… rodzinnego, zawodowego, towarzyskiego. Czyli mobbing byłby kryzysem?

Profesor Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa z siedzibą w Poznaniu, wykładowca m.in. filozofii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *