Spotkanie Bubera. Część 3
Cieszę się towarzystwem Martina – filozofa, teologa – który inspiracji szukał w kulturze żydowskiej, chasydzkiej, mistyce, egzystencjalizmie i filozofii życia.
– Czytałeś pisma i Kierkegaarda i Nietzschego, a nawet Mistrza Eckharta… – rozłączam ciszę panującą między nami – Czego szukałeś?
– Oni, podobnie jak ja, chcieli zrozumieć: co tworzy człowieka, czy jest to jego relacja do świata… I to zarówno świata natury, jak i świata kultury, do innych ludzi, ale może i do Boga? Wiesz; taki kontakt, żeby był twórczy, musi być związany z rzeczywistym przeżyciem dialogu. Właśnie oni rozumieli, że zasadą ludzkiego bytowania jest związek ze światem…, tyle że głęboki – pośpiesznie dodaje.
– Głębokie spotkanie… Podmiotowe… Czyli partnerski dialog, o którym mówiłeś?
– Tak; on właśnie konstytuuje „ja” osobowe i na gruncie odpowiedzialności otwiera się na wolność drugiego „ty”. A ostatecznym partnerem i jednocześnie podstawą dialogu jest „Ty” boże, które odnajduje się w istocie osoby pasywnej i otwartej na dawcę istnienia.
– To znaczy, że taki prawdziwy dialog ma dla ciebie sens religijny? – dopytuję
– Dialog między „ja” i „ty” polega na zbawianiu i uświęcaniu osób i świata. On tworzy człowieka… Przeciwieństwem takiej relacji jest kontakt monologowy, egoistyczny. Występuje w poznaniu naukowym, działalności technicznej, kiedy świat, drugi człowiek, Bóg jest poznawany i używany przedmiotowo. To wtedy, gdy ujmujesz rzeczywistość przedmiotowo w kategoriach przyczynowych.
– Prawdziwe spotkanie zachodzi więc w przestrzeni wartości? Dotyczy norm moralnych i sumienia? – staram się podsumować jego słowa.
– Tak. Dobro odnajdziesz w tej właśnie dialogowej istocie osoby, a żeby to dobrze zrozumieć musisz pamiętać o religijnej stronie dialogu. Racjonalne, naukowe poznanie metafizyczne w teologii, filozofii nie da ci prawdziwego poznania Boga. Adekwatnym filozoficznym poznaniem Boga jest wiara, którą rozumiem jako dialog z Bogiem objawiającym się w świecie i poszczególnych sytuacjach.
Kołowrotek wrzeciona zatrzymuje się i patrzymy w ciszy na śpiącą prządkę.


