Tolerancja

Tolerancja. W mrocznej części ogrodu.

Gdybym znała prawdę z całkowitą pewnością, czy byłaby mi jeszcze potrzebna tolerancja?

Dyktatorzy przedstawiający swoje ostateczne prawdy nie mieli wątpliwości i nie tolerowali w swoich włościach tolerancji. Wieść o tym roznosiły nieprzerwane strumienie uchodźców. W mrocznej części ogrodu podziwiam ciemnozielone liście otaczające fioletowe dzwoneczki kwiatów belladonny. Słodka jest pokusa własnej nieomylności.

Ludzie realizują tak różne prawdy swojego życia, niewyraźnie widząc jego sens. Czy więc tolerancja dla ich różnych dróg doskonalenia się i różnych potrzeb jest obligatoryjna?

Ale nawet z urzędowo zaprotokołowaną tolerancją dla wybranego indywidualnie sensu istnienia, ich wolność tworzenia siebie pozostaje niebezpieczne nieprzewidywalna! Jedna osoba potrafi w ciągu swego życia kilkakroć zmienić swoją prawdę, a trująca roślina – znaleźć lecznicze zastosowanie.

Patrzę dookoła na rozległy kobierzec roślin, z których każda istnieje własną prawdą. Może ludzie w duchowej przestrzeni nie należą do jednej prawdy, i nie posiadają jej nigdy w całości? Może to uzasadniałoby konieczność tolerancji…

Z daleka widzę uśmiech, jakim obdarza mnie John Stuart Mill, dystyngowanym krokiem przemierzając ogrodową aleję:

— Właśnie dlatego potrzebujemy tolerancji! Jest wiele opinii, które nie są całkowicie fałszywe lub całkowicie prawdziwe, lecz zawierają prawdę cząstkową. Każda wypowiedź jest dopuszczalna, wszystko może być podane w wątpliwość. — argumentuje. — Przecież nigdy też nie wiemy z całą pewnością, która z opinii i kiedy może być użyteczna, a kiedy staje się bezużyteczna lub szkodliwa. — wyjmuje mi z dłoni gałązkę belladonny.

Witam go z ulgą: — Tak, przypominałeś jak często poglądy uważane kiedyś za prawdziwe okazywały się fałszywe, a uznane za fałszywe – okazały się prawdziwe!

— Znasz moją rozprawę O wolności. — ucieszył się. — Należy dopuścić do głosu wszystkie opinie, nie tylko naukowe, ale również dotyczące moralności i religii! Prawdy, których teraźniejszość nie akceptuje, doceni historia.

dr Anita Barwicka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *