Trwałość szczęścia zmysłowego.
Różnokolorowe łubiny każdego roku rozkwitają coraz bliżej ścieżki jakby chciały towarzyszyć spacerującym. I wszystkie; od jasnej bieli do ciemnego fioletu, opowiadają się za argumentem przyjemności zmysłowych tworzących szczęście.
Zwątpienie jednak szepcze: – Jak myślisz: czy wraz z ilością przybywających nam lat nie osłabnie wrażliwość naszych zmysłów? Jak długo wzrok może ogarnąć wszystkie dostępne mu teraz barwy, kształty, poruszenia? Zobaczysz, że dźwięki muzyki, ogrodu, innych ludzi staną się obecne już tylko w pamięci. Spodziewaj się jakiejś choroby… zmniejszającej ilości sił i entuzjazmu. Czas pozbawia nas możliwości doznawania intensywnych przyjemności zmysłowych, gasi lękiem, bólami ludzką otwartość na nowe doznania… Przystaję wśród mocnego aromatu pachnących pąków łubinu. Cień przenika pod kolejne liście. Na końcu ścieżki kołysze się hibiskus … rozkoszując się dotykiem wiatru lecz już gubiąc liście.
Martwię się, nawet jeśli moja myśl o nieuchronnym, stałym pogarszaniu się zdrowia z upływem lat jest uproszczeniem, bo zdrowie ma swój wymiar nie tylko fizyczny, ale też psychiczny, społeczny i duchowy.
Przechodzący zakonnik obejmuje mnie ciepłym sporzeniem i pociesza:
– Człowiek jest wprawdzie ucieleśnioną duszą (duchem), lecz jego przeznaczeniem nie jest istnienie bezcielesne.
– Tak, ale to istnienie cielesne jest tak krótkie… Poza tym aby cieszyć się przyjemnością fizyczną potrzebuję ciała… zdrowego ciała. Jego śmierć to ostateczna utrata zmysłowego zdobywania szczęścia.
-My, chrześcijanie wierzymy w zmartwychwstanie ciał – tłumaczy – a to równa się przekonaniu, że będziemy istnieć w wieczności w formie cielesnej – i szybko wyprzedza moje następne niepokoje – To będzie istnienie cielesne w ten jednak sposób, że ciała zmartwychwstałe będą ciałami przemienionymi.
– Przemienionymi – powtarzam – to znaczy, że nie będą podlegały różnym formom degradacji?
– Tak i ciała te będą całkowicie podległe woli splecionych z nimi osób.
Chrześcijańska tradycja pokazuje inną perspektywę dla zmniejszonej sprawności i cierpienia.
– Jest też kolejna ścieżka nadziei: w pierwszych wiekach wielu chrześcijan dopuszczało wędrówkę dusz poprzez kolejne ciała, zdolne do odczuwania przyjemności życia. Orygenes nauczał o preegzystencji dusz, nawet jeśli jego poglądy zostały potępione w roku 543 na synodzie w Konstantynopolu.
#przyjemność #czas


