Wartości

Platońskie drogi. Część 2.

Gdy w rozmowie z Hermesem bronię niezmienności Prawdy myślę o niej jako o powszechnej właściwości bytów, faktów, procesów. Kuszę go greckim słowem aletheia, oznaczającego prawdę, rozumianym jako drogowskaz, wzorzec mający moc natchnienia, naprowadzenia kogoś zbłąkanego, zagubionego.

Wśród przysłuchujących się wymieniane są sarkastyczne uwagi: — Ona nie uwzględnia inflacji! Wszystko się zmienia! Nawet wartość partnera. A już przepisy, prawo?! Ile razy trzeba było na nowo wszystko ustalać!

Tylko jeden biznesmen uporczywie kontynuuje z kalkulatorem Ostatnie Rozliczenia: — To nie ma prawa się zgodzić… Nie, za dużo zmiennych…

Hermes, o którym mówiono, że stając przy bramie zawsze ją umacnia, by chroniła gości i wędrowców, zachęca mnie życzliwie:

— Mów dalej.

— Platon szukając Prawdy w polityce mówił o istnieniu obiektywnej, transcendentnej wobec człowieka rzeczywistości aksjologicznej; obiektywnej, bo to nie człowiek jest twórcą Dobra, sprawiedliwości, etyki. Człowiek jedynie je rozpoznaje jako niezależne od niego. I właśnie to zrównanie Dobra z najwyższą Jednością i Miarą umożliwia ludziom dedukcję idei wartości i norm postępowania. — Spoglądam na niego. — To jest oparcie filozofii praktycznej: dla naszych ocen czy to, co robimy jest słuszne.

Hermes widząc, że na tym już pograniczu ogrodu i zmierzchu do wszystkich nas podkrada się nocny chłód, przyklęka i roznieca ogień przez pocieranie drewienek.

— Upierał się, że tylko dzięki Prawdzie człowiek jest człowiekiem… Ona miała być domem dla duszy.  Przyprowadziłem mu sofistów, którzy definiowali mędrców, jako widzących więcej stron w osądzie każdej rzeczy. Bo jeśli się komukolwiek z nas coś wydaje złem i jest złem, osąd ten potrafią odwrócić i sprawić, że się ta rzecz i wydawać będzie dobra, i będzie dobra.

Pospiesznie oddaję mu w ciepłe dłonie kaduceusz. Uśmiecha się:

— Widzę, że nie jest ci ze mną po drodze…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *