Bez kategorii

Kulturowa wizja globalizacji


Termin „globalizacja” pojawił się w powszechnym słownictwie najprawdopodobniej w 1961 roku. Później został użyty już w słynnym sloganie o „globalnej wiosce” i w najbardziej ogólnym rozumieniu oznacza proces mnożenia się kontaktów między społeczeństwami obejmujący swym zasięgiem cały świat.
Nawet sam termin wywołuje emocjonalne reakcje, nie tylko wśród tych którzy zawodowo zajmują się badaniem życia społecznego. Opisywany przez badaczy stan rzeczy to świat u progu całkowitej kulturowej homogenizacji – w chwili obecnej wyrównywany przez „walec globalizacji”. Dlatego też jesteśmy świadkami powstawania kultury globalnej – swoistej
kultury kultur. Źródła tak pojętej globalizacji możemy znaleźć relatywnie daleko w przeszłości na bazie przemian społecznych.
Za pierwszą jej falę można uznać okres wielkich odkryć geograficznych. Wówczas, kiedy Europejczycy dotarli do Afryki, Indii, Australii i obu Ameryk (przy czym mieszkańcy tych lądów twierdzą stanowczo, że miano odkrywców im się należy, a nie ludziom, którzy dotarli do nich tysiące lat później). Właśnie wtedy dostrzeżono świat jako całość.
Druga fala globalizacji to gwałtowny rozwój przemysłu i industrializacja. Czas panowania imperiów kolonialnych to czas, w którym panowanie nad światem skupione zostało właściwie w ich rękach – kończy się w momencie rozpadu kolonialnych potęg.
Trzeci etap utożsamiany jest z rozpadem ZSRR, kiedy to zniknąć miały wszelkie bariery w przepływie ludzi, dóbr, technologii, pieniędzy i symboli.
Wszystkie te wydarzenia postrzegane są jako rezultaty dominacji Zachodu. Można byłoby stwierdzić, że tendencja ta trwa – zmieniają się jedynie narzędzia. Dominacja militarna została zastąpiona medialną.
Miejsce kolonialnych urzędników oraz garnizonów wojskowych zajęły importowane seriale, stroje bohaterów, potrawy (głównie pochodzące z USA). Gdyby pójść tym tokiem rozumowania, można przyjąć, że wcześniejszy model podziału świata na centrum i peryferie nadal funkcjonuje i nie wymaga żadnych reinterpretacji.
W tej sytuacji konsekwentnie byłoby przyjąć tezę, że wraz z procesem globalizacji jesteśmy skazani na planetarny uniformizm i standaryzację życia w skali całego globu. Trudno odmówić prawdziwości twierdzeniu niektórych badaczy, że efekt homogenizacji doświadczeń kulturowych dokonuje się także poprzez zjawisko „utowarowienia” kultury.
Większość ludzkich działań skoncentrowana jest przecież wokół centrów handlowych, multipleksów, aren sportowych, sieci fast–foodów, a przede wszystkim telewizji i Internetu. Dzięki temu nazwy globalnych, a pochodzących z zachodu marek np.: Nike, Marlboro, Coca-Cola, Microsoft czy Google stały się ikonami globalnej popkultury.
Wielu badaczy zadaje zatem pytanie, czy tak rozumując nie zawężamy rozumienia kultury do jej „słabego”, materialnego wymiaru – czyli do świata przedmiotów materialnych. Gdyby tak rozumieć globalizację i jej konsekwencje, odbiorcą musiałby być bierny tłum nastawiony wyłącznie na konsumpcję. Człowiek ery globalnej musiałby zatem być całkowicie zewnątrzsterowny, a przy tym pozbawiony właściwości – a tak przecież nie jest. Może więc globalny zasięg niektórych marek świadczy po prostu o wyjątkowej marketingowej ich sprawności?
Globalizacja kulturowa w ocenie antropologów to „tygiel tysięcznych przemian z którego wytapiają się wzory lokalnych egzystencji”. Musimy uświadomić sobie, że mamy dziś do czynienia z unikalną sytuacją. Dzięki zaawansowanym technologiom dokonuje się kompresja czyli inaczej ściśnięcie czasu i przestrzeni.

Naukowcy badający kondycję człowieka i społeczeństwa w epoce usieciowienia nazwali przestrzeń, w której obecnie egzystują populacje: „przestrzenią przepływów”. Nie można jednak efektu tego przepływu ludzi towarów, symboli i bliskości społeczeństw stworzonej przez nowoczesne media i środki transportu, sprowadzić do dominacji zachodnich standardów. O wiele więcej dzieje się w nowopowstałych społeczno-kulturowych konfiguracjach z normami, estetyką, przekonaniami i różnorodnością zachowań.
Globalizacja zatem zaburza tradycyjny podział ról na badających i badanych. Globalizacja właśnie w zakresie technologii komunikacyjnych zaciera różnice między antropologicznym domem i antropologicznym miejscem badań. Antropologowie i ich informatorzy oglądają te same programy telewizyjne, czytają te same serwisy informacyjne, a co najważniejsze badacze komunikują się swobodnie z badanymi przez telefon i e-mail. Odległe w rzeczywistości miejsca badacz może badać nie wychodząc z domu. Okazuje się, że w większości przypadków globalny przekaz pociąga za sobą aktywny odbiór kulturowy. Antropologowie dowiedli funkcjonowania złożonych wielopoziomowych i powiązanych procesów interpretacji, translacji, mutacji oraz adaptacji globalnych treści.
Można stwierdzić, iż dotychczasowe formy rzeczywistości społeczno- kulturowej stanowiące przedmiot refleksji poznawczej ulegają przedawnieniu. Ludzkość wchodzi w całkowicie inną fazę odczuwania „tu i teraz”, a model podziału świata na centrum i peryferie jest niewystarczający dla nowej globalnej sytuacji kulturowej. Z tego punktu widzenia konieczne jest odrzucenie niekwestionowanego w dawnej antropologii obrazu ludzkiego świata jako zbioru autonomicznych bytów, narodów, czy narodowo bądź regionalnie wyznaczonych i rozgraniczonych kultur oraz odpowiadających im przestrzeni. W toku tych zmian znikają
kultury zwarte, zamknięte, niemal nieświadome istnienia systemów odmiennych. Cywilizacje przemieszczają się i mieszają, poglądy żyją obok siebie, ludzkość żyje w kolażu znaczeń, tradycji, obyczajów i instytucji.
Jest to proces niewątpliwie wzbogacający każdą kulturę, ale i budzący obawy. Jeśli jedna tożsamość kulturowa poczuje się zagrożona, zacznie obawiać się, że zniknie, często przerysowuje własną odrębność, niekiedy bezwzględnie i bezkompromisowo.

dr Jarosław Bugajski

Rzecznik Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa z siedzibą w Poznaniu, wykładowca m.in. filozofii. Kronikarz Uczelni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.